O Ćwiczeniach duchownych Św. Ignacego Loyoli

Jak powstały Ćwiczenia duchowne?
Św. Ignacy Loyola był bardzo powściągliwy w mówieniu i pisaniu na temat własnego doświadczenia duchowego. Opowieść pielgrzyma (=OP), autobiografia podyktowana pod koniec życia, dzięki której możemy prześledzić nie tylko życie duchowe św. Ignacego, ale także narodziny Ćwiczeń, została niemal wymuszona na założycielu Towarzystwa Jezusowego przez jego pierwszych towarzyszy. Ignacy najpierw nie chciał wcale zgodzić się na opowiadanie o swoim życiu, później zaś długo zwlekał z realizacją danej uprzednio obietnicy.
„Aż do dwudziestego szóstego roku życia był człowiekiem oddanym marnościom tego świata” – tak rozpoczyna się Opowieść pielgrzyma. „Oddanie się marnościom tego świata” łączyło się z karierą tego spóźnionego nieco, średniowiecznego rycerza. Kariera ta załamała się jednak nagle i niespodziewanie w twierdzy w Pampelunie, kiedy to kula francuskiego działa zmiażdżyła mu nogę. W rodzinnym zamku Loyoli, pośród osamotnienia i cierpienia, pod wpływem „przypadkowej” lektury Vita Christi i Flos Sanctorum (na zamku nie było bowiem innych książek), zrodziło się w Ignacym pragnienie nowego życia. Najpierw kojarzył je niemal wyłącznie z zewnętrzną i bardzo surową ascezą i pokutą. Szukał więc takiej formy życia, w której mógłby „swobodnie zaspokoić tę nienawiść do samego siebie, którą w sobie odczuwał. [...] Nasuwała mu się myśl, żeby się usunąć do klasztoru kartuzów w Sewilli” lub też praktykować pokutę „wędrując po świecie” (OP 12). Pogłębienie pierwszego nawrócenia, a wraz z nim głębokie uleczenie wewnętrzne przyszło w niedługim czasie. Związane ono było z doświadczeniem w grocie w Manresie.
W życiu wielu świętych ich najważniejsze wydarzenia życiowe przychodziły najczęściej „przypadkowo”. „Przypadkowe” były zarówno książki, które Ignacy czytał w czasie rekonwalescencji, jak również „przypadkowe” było jego zatrzymanie się w małym miasteczku Manresa w drodze do Barcelony. „Zamierzał się tam zatrzymać przez kilka dni, chciał bowiem zanotować kilka rzeczy w swej książeczce, której strzegł bardzo troskliwie i nosił ze sobą, czerpiąc z niej wielką pociechę” (OP 18). „Te kilka dni rozrosły się w przeszło dziesięć miesięcy. Zeszyt zaś zawierający wypiski z Vita Christi i Flos Sanctorum przerodził się w książeczkę Ćwiczeń duchowych, sam zaś Pielgrzym stał się mistykiem, a dawny rycerz – nowym człowiekiem i mężem Kościoła” (H. Rahner).
W manreskiej samotni św. Ignacy doznawał najpierw gwałtownych skrupułów i wielkich udręk duchowych z powodu swojego dawnego grzesznego życia. Powtarzane spowiedzi, rady duchowe spowiednika, wielogodzinne modlitwy nie przynosiły mu żadnej ulgi wewnętrznej. „Udręczony zaczął [...] głośno wołać do Boga: Pomóż mi, Panie, bo nie znajduję żadnego lekarstwa u ludzi. [...] Ukaż mi Panie, gdzie mógłbym znaleźć lekarstwo! Choćbym miał biegać za szczenięciem, żeby od niego otrzymać pomoc, uczyniłbym to” (OP 23). Mimo tak żarliwej modlitwy „często nachodziły go (jednak)gwałtowne pokusy, żeby [...] zabić samego siebie” (OP 24). Modlitwom Ignacego towarzyszyły bardzo surowe umartwienia, którymi chciał zmusić Boga, aby udzielił mu pomocy.
Pewnego dnia spodobało się „Panu sprawić, że obudził się jakby ze snu” (OP 25). Przyszedł czas głębokiego pokoju wewnętrznego. W tym okresie „Bóg obchodził się z nim podobnie jak nauczyciel w szkole z dzieckiem i pouczał go. Działo się tak z powodu tego, że umysł jego był jeszcze zbyt prosty i niewyrobiony” (OP 27). Czas wielkich mistycznych łask sprawił, iż „niewyrobiony umysł, na który skarżył się św. Ignacy, został jakby odrzucony precz, tak że w zdumieniu serca zrodziło się lękliwe pytanie: «A cóż to jest za nowy rodzaj życia, jaki teraz rozpoczynamy?»” (H. Rahner)
W tym czasie Ignacy doświadcza wielu mistycznych łask, które zamyka magna illustratio – wielkie oświecenie nad rzeką Cardoner. Było to dla niego centralne doświadczenie mistyczne. Nie polegało ono, jak sam wyznaje, na jakiejś „wizji”, ale na tym, iż „zrozumiał i poznał wiele rzeczy tak duchowych, jak i odnoszących się do wiary i wiedzy. A stało się to w tak wielkim świetle, że wszystko wydało mu się nowe. Otrzymał wtedy tak wielką jasność dla umysłu i do tego stopnia, że jeśli zbierze razem wszystkie pomoce otrzymane od Boga i wszystko to, czego się nauczył, to i tak nie sądzi, żeby to wszystko dorównywało temu, co wtedy otrzymał w tym jednym przeżyciu (OP 30). W czasie tej wizji wybiła właściwa godzina narodzin dla Ćwiczeń duchownych. W niej nabierają ładu i gromadzą się w jedną organiczną całość okruchy wszystkich dotychczasowych oświeceń i łask. Tu dopiero zaczynają się naprawdę tworzyć Ćwiczenia duchowne, ich teologia i psychologia” (H. Rahner).
Ćwiczenia duchowne skarbem Kościoła
Zanim jeszcze Ćwiczenia zostały oficjalnie zatwierdzone przez papieża Pawła III w 1548 roku i zanim odniosły jakikolwiek zewnętrzny sukces, Ignacy był już pewien niezwykłego skarbu, jaki posiadał. Przy całej swojej pokorze i skromności, w liście do jednego z późniejszych współbraci pisał: „Ćwiczenia te są najlepszą rzeczą, jaką w tym życiu mogę sobie pomyśleć i w oparciu o doświadczenie zrozumieć, aby człowiek mógł sam osobiście skorzystać i wielu innym przynieść owocną pomoc”. Nie były to tanie przechwałki człowieka zachwyconego sobą i swoim dziełem. Od pierwszej oficjalnej aprobaty Stolicy Apostolskiej ponad trzydziestu papieży zabierało głos w sprawie Ćwiczeń. Niewątpliwie najważniejszym dokumentem poświęconym Ćwiczeniom jest encyklika Piusa XI Mens Nostra: „Dowiedzione jest – pisze Pius XI – że pośród wszystkich metod w odprawianiu ćwiczeń duchownych jedna przed innymi pierwsze zajmowała miejsce. Mówimy o metodzie wprowadzonej przez św. Ignacego Loyolę. Jest to przedziwna książeczka Ćwiczeń, mała objętością, lecz pełna niebieskiej mądrości, odkąd została uroczyście zatwierdzona […], zajaśniała jako najmądrzejszy i jedynie powszechny kodeks prawd potrzebnych do kierowania duszy na drodze zbawienia”. Jan Paweł II nazwał Ćwiczenia duchowne „szczególnie skutecznym środkiem głębokiej odnowy życia chrześcijańskiego. [...] Pozostawiły [też one] – stwierdza Jan Paweł II – niezatarty ślad w historii duchowości. W Ćwiczeniach kształtowali się pierwsi jezuici oraz ich następcy; dzięki Ćwiczeniom stawali się kierownikami duchowymi niezliczonych rzesz wiernych; pomagali odkrywać powołanie zgodnie z Bożym zamiarem i być autentycznymi i zaangażowanymi chrześcijanami – niezależnie od stanu ich życia”.
Ignacjańskie Ćwiczenia znalazły uznanie nie tylko ofic jalnych czynników Kościoła, ale także teologów oraz pisarzy chrześcijańskich. Oto kilka przykładów. Protestancki historyk H. Böhmer, autor życiorysu św. Ignacego, nie wahał się nazwać Ćwiczeń duchownych „książką, która wpłynęła na losy ludzkości”. Włoski pisarz, konwertyta, G. Papini stwierdził, że pośród dziesięciu czy dwunastu podstawowych dzieł pobożności katolickiej Ćwiczenia duchowne zajmują jedno z pierwszych miejsc. K. Rahner, współczesny teolog, w jednej z konferencji na temat Ćwiczeń duchownych powiedział, iż są one „podstawowym dokumentem i jedną z przyczyn współtworzących radykalnie nową mentalność nowożytną”. Polski historyk kultury chrześcijańskiej, J. Kłoczowski, w książce Od pustelni do wspólnoty pisze o „wielkiej oryginalności, swoistości całego dzieła [Ćwiczeń] nie bardzo mającego jakieś analogiczne odpowiedniki w tradycji ascetyki świata”.
Indywidualne prowadzenie
Pius XII w czterechsetną rocznicę oficjalnego zatwierdzenia Ćwiczeń stwierdził, iż także na przyszłość „będą one zawsze najskuteczniejszym środkiem dla duchowego odrodzenia świata i zaprowadzenia w nim należytego ładu, ale pod jednym warunkiem – że pozostaną autentycznie ignacjańskie. Ćwiczenia „autentycznie ignacjańskie” to Ćwiczenia udzielane indywidualnie. „Ignacy Loyola nie znał innych Ćwiczeń poza Ćwiczeniami udzielanymi indywidualnie poszczególnym osobom. Osoba taka odbywa medytacje samodzielnie, otrzymując od prowadzącego indywidualnie wskazówki co do treści i metody, mogąc codziennie zdawać mu sprawę ze swych doświadczeń” (A. Lefrank).
Taka forma udzielania Ćwiczeń po śmierci św. Ignacego nie przetrwała zbyt długo. Szybko rozrastający się zakon jezuitów, wielość powierzonych mu zadań oraz masowość duszpasterskiej pracy sprawiły, iż prawdopodobnie „obawiano się pracować z pojedynczymi osobami w tak intensywny sposób wymagający wielkiej «straty czasu»” (A. Lefrank). Przez długi czas Ćwiczeniami posługiwano się bardziej jako podręcznikiem podpowiadającym treści do modlitwy niż jako metodą wprowadzenia w życie duchowe. Metoda udzielania Ćwiczeń duchownych, która nie dostosowuje się do myśli Ignacego i nie bierze pod uwagę pojedynczego człowieka, ale jest mechanicznie stosowana do dużej grupy osób, w znacznym stopniu traci swoją moc.
Metoda indywidualnego prowadzenia rekolektanta w Ćwiczeniach została ponownie odkryta w całym jej blasku w drugiej połowie XX wieku. Odbyło się to z pewnością nie bez oddziaływania szeroko stosowanej dziś metody indywidualnego spotkania w psychoterapii. I chociaż istnieją zasadnicze różnice (zarówno w celach, jak i stosowanych metodach) pomiędzy Ćwiczeniami duchownymi udzielanymi indywidualnie a indywidualną pomocą w psychoterapii, to jednak znaczenie i siła oddziaływania samego spotkania z terapeutą czy z dającym rekolekcje ignacjańskie są porównywalne ze sobą. Musimy przyznać, iż współczesna psychologia (nie przymykając oczu na wszystkie jej braki, a nawet nadużycia) pomogła nam nieco lepiej zrozumieć głębię antropologii ignacjańskiej zawartej w Ćwiczeniach duchownych. Wydaje się, iż antropologia ta została zagubiona w znacznym stopniu przez samych jezuitów właśnie dlatego, iż na długie stulecia zrezygnowali z metody udzielania Ćwiczeń, jaką stosował Ignacy: z metody „indywidualnego prowadzenia rekolektanta”.
Cechą charakterystyczną antropologii Ćwiczeń jest doskonała harmonia i jedność pomiędzy poszczególnymi płaszczyznami ludzkiego życia: cielesną, psychiczną i duchową. Dzięki Ćwiczeniom człowiek doświadcza nie tylko potrzeby podporządkowania sfery psychicznej i cielesnej sferze ducha, ale także poprzez integrację wszystkich tych sfer uczy się włączać sferę psychiczną i cielesną w życie duchowe. I chociaż dzięki życiu duchowemu „niższe” poziomy człowieczeństwa (psychiczny i somatyczny) są przenikane i uszlachetniane przez wymiar duchowy, to jednak ich rola i znaczenie nie zostają przez to zlekceważone lub też pomniejszone. Próba przeciwstawiania sobie poszczególnych wymiarów ludzkiego życia staje się przyczyną rozbicia wewnętrznego (emocjonalnego i duchowego). Stąd też religijność, która lekceważy lub pomniejsza wymiar somatyczny czy psychiczny, może człowieka znerwicować.
Wprowadzenie w życie duchowe, Ćwiczenia rozpoczynają od głębokiego wewnętrznego uspokojenia człowieka zarówno w sferze duchowej, jak i emocjonalnej. Dokonuje się to najpierw poprzez dostrzeżenie wszystkich zranień natury emocjonalnej i duchowej oraz przez poddanie ich uzdrowieniu wewnętrznemu w indywidualnym spotkaniu z Bogiem i z drugim człowiekiem. Odkrycie doznanych ran emocjonalnych (skutek cudzych grzechów) łączy się z dostrzeżeniem także siebie jako istoty raniącej innych: Boga i ludzi (owoc grzechu osobistego).
Ćwiczenia duchowne św. Ignacego wraz ze swą antropologią wskazującą na potrzebę integralnego podejścia do wszystkich sfer ludzkiego życia, przyczyniły się w niemałym stopniu do pokonania nieufności, z jaką Kościół jeszcze do niedawna podchodził do psychologii i jej możliwości udzielenia pomocy człowiekowi.
To nie jest książka – to jest metoda
Już przy pobieżnym czytaniu można stwierdzić, iż geniusz duchowy tej małej książeczki nie mieści się w jej wartościach literackich. Św. Ignacy zbyt długo władał mieczem, aby mógł stać się mistrzem pióra. „Pisanie było dla niego pracą zawsze bardzo mozolną” (M. Bednarz). Kiedy wrażliwość estetyczna człowieka znacznie przekracza intuicję duchową, łatwo może się on zrazić do Ćwiczeń. Ich język jest raczej szorstki, suchy, miejscami może nawet niezgrabny. Nie można mu jednak odmówić wielkiej zwięzłości i precyzji. Zwięzłość i precyzja języka Ćwiczeń nie wynika może z literackich zdolności Ignacego, ale jest raczej pewnym „zabiegiem dydaktycznym”.
Ćwiczenia nie są przeznaczone dla tych, którzy je mają odprawiać, ale przede wszystkim dla tych, którzy ich udzielają. W wielu miejscach Ćwiczeń Ignacy zostawia całkowicie inicjatywę kierownikowi Ćwiczeń.
Oryginalność Ćwiczeń duchownych nie polega także na nowych treściach teologicznych. Zasadniczy zrąb propozycji modlitw zawarty w Ćwiczeniach opiera się przede wszystkim o teksty Pisma Świętego, zaczerpnięte głównie z Nowego Testamentu oraz Vita Christi Rudolfa z Saksonii, jednej z dwu książek, które dały początek jego nawróceniu. Chociaż Ignacy posiadał głęboką teologiczną wiedzę i duchową intuicję (głównie dzięki mistycznym doświadczeniom), to jednak nie był pisarzem teologicznym w klasycznym znaczeniu tego słowa. Wysokie, jak na swoje czasy, wykształcenie teologiczne, jakie Ignacy zdobył (magister teologii paryskiej Sorbony) było dla niego swoistym potwierdzeniem mistycznych doświadczeń, jakich udzielił mu Bóg w manreskiej grocie. Ignacy nie pisał więc dzieł teologicznych. Całe jego pisarstwo (Ćwiczenia duchowne, Konstytucje Towarzystwa Jezusowego, Dziennik duchowy, Opowieść Pielgrzyma oraz kilka tysięcy listów pochodzących głównie z czasów rządzenia zakonem), chociaż posiada głębokie fundamenty teologiczne, jest jednak literaturą wybitnie „praktyczną”. Była ona bowiem owocem praktyki i miała także praktyce służyć.
Niezwykła oryginalność i geniusz św. Ignacego polega przede wszystkim na metodycznym przekazie duchowości chrześcijańskiej. Ćwiczenia duchowne są skuteczną metodą wprowadzenia człowieka w życie duchowe, są niezawodną szkołą życia wewnętrznego na wszystkich etapach jego rozwoju: od pierwszego nawrócenia aż po mistyczne życie, kiedy człowiek zdolny jest odkrywać Boga „we wszystkich rzeczach” (św. Ignacy). Ćwiczenia, które w pierwszym zarysie były opisem własnej drogi wewnętrznej, zostały „eksperymentalnie” potwierdzone przez długoletnie udzielanie ich przez Autora wielu ludziom.
Zasadnicza trudność przy dokonywaniu jakiejkolwiek oceny Ćwiczeń duchownych polega na tym, iż „nie są one do czytania, lecz do realizacji” (G. Papini). Przy dokonywaniu oceny Ćwiczeń duchownych zapominano nieraz o tym prostym fakcie. Przy zachowaniu wszelkich proporcji Ćwiczenia „podobne są w pewnej mierze do Pisma Świętego: albowiem jak Pismo Święte tylko czytane nie porusza tak duszy, jak kiedy jest rozważane, tak też i te Ćwiczenia. Kiedy się je czyta, nie bardzo poruszają, jeśli się je jednak odprawia, mają wielką moc i skuteczność do nawracania dusz” (Autor anonimowy). R. Garcia-Mateo zauważa, że „podobnie jak trudno jest usłyszeć bogactwo symfonii, wertując samą jej partyturę, tak samo tekst ignacjański objawia w pełni swoje piękno dopiero w trakcie odprawiania. Dostrzegł to chyba jako pierwszy Roland Barthes, światowej sławy semiolog, który wprawdzie sam nigdy Ćwiczeń duchownych nie odprawił, ale jako znawca tekstów, odkrył ich wewnętrzną siłę. To nie jest książka. To jest metoda”.
Ćwiczenia duchowne w nowej ewangelizacji
Wkład Ćwiczeń duchownych w nową ewangelizację może dokonać się nie tyle dzięki refleksji intelektualnej nad samym tekstem, ale przede wszystkim dzięki praktyce indywidualnego ich odprawiania i udzielania. Świat, do którego zwraca się nowa ewangelizacja, domaga się od dzisiejszych apostołów, jak domagał się tego od samego Jezusa i Jego dwunastu uczniów, jednoznacznych i bardzo wyraźnych owoców głoszonej przez nich Dobrej Nowiny, zarówno w ich życiu osobistym jak i społecznym. Odnowiona ewangelizacja rozpoczyna się więc od rozeznania głębi naszego zakorzenienia w wierze, od oczyszczenia w nas tego, co korzenie te przesłania, a może nawet osłabia i zniekształca.
Jaki mógłby być wkład Ćwiczeń duchownych w nową ewangelizację dzisiejszego Kościoła i świata?
Wrażliwość na pomoc indywidualną
Ćwiczenia duchowne mogą uczyć nas większej wrażliwości na udzielanie indywidualnej pomocy duchowej człowiekowi. Wraz z metodą indywidualnego towarzyszenia odsłaniają one podstawową dla chrześcijańskiej duchowości prawdę, iż do życia wewnętrznego dochodzi się nie tyle poprzez spotkanie z „intelektualnymi” treściami, ale poprzez osobowe spotkanie z żywym świadkiem Chrystusa. Treść Ewangelii przekazuje świadek. Spotkanie ze świadkiem wymaga jednak stworzenia odpowiedniego klimatu ludzkiej życzliwości, klimatu słuchania, wymaga czasu oraz wiele uwagi i sił poświęconych pojedynczemu, indywidualnemu człowiekowi.
Widząc duże potrzeby duchowe wielu ludzi możemy być kuszeni do wielkiej, ale taniej ewangelizacji, która odwołuje się jedynie do oddziaływania masowych środków społecznego przekazu lub też do duszpasterstwa masowego. Chcąc ogarnąć ewangelizacją wszystkich, możemy utknąć w wielkich planach, programach, przedsięwzięciach. Nie zaniedbując szerokiego oddziaływania na „ludzkie masy”, które może być pewną formą preewangelizacji, nowa ewangelizacja domaga się podjęcia troski o udzielanie pomocy duchowej pojedynczym osobom poprzez indywidualne spotkania z nimi.
Szkoła rozeznawania duchowego
Inną niezwykłą pomocą dla nowej ewangelizacji, jaką mogą ofiarować Ćwiczenia duchowne, jest umiejętność rozeznawania duchowego. Nowa ewangelizacja domaga się najpierw rozeznawania sytuacji współczesnego człowieka, odkrywania jego wrażliwości emocjonalnej i duchowej oraz odkrywania nowych znaków czasu. Dzisiejsze szybkie tempo życia sprawia, iż dzieło ewangelizacji domaga się od nas ciągłego rozeznawania duchowego. Ewangelizacja będzie bowiem mało skuteczna, jeżeli nie będzie uwzględniać sytuacji współczesnego człowieka, jak również znaków czasu, które Bóg do niego kieruje.
Nowy język przepowiadania
Odchodzenie wielu ludzi z Kościoła połączone z ich jednoczesnym szukaniem głębszego życia duchowego poza nim, dyktowane bywa nierzadko rozczarowaniem może nie tyle do Kościoła jako do instytucji, ale raczej rozczarowaniem abstrakcyjnym i martwym językiem kościelnym, rytualizmem, brakiem duchowego ożywienia. Pragnienie dotarcia do człowieka nakłada na Kościół potrzebę poszukiwania nowego języka, który byłby zrozumiały i czytelny oraz liczyłby się z wrażliwością emocjonalną i duchową współczesnych ludzi. Także proponowane treści oraz metoda ich przekazu winny odpowiadać najgłębszym potrzebom i pragnieniom człowieka. „W ostatnich latach przez Europę przetacza się wielka dyskusja na temat języka ambony. Z jednej strony czuje się, że wyczerpał się już język typowo homiletyczny, koncentrujący się na analizie treści Ewangelii. Z drugiej strony polskie doświadczenia pokazują, że do słuchacza przestała przemawiać również stylistyka krytyki o charakterze politycznym. Odbiorca coraz bardziej potrzebuje dziś ewangelicznego, pozytywnego nauczania, nacechowanego miłością, szacunkiem i troską o jego wewnętrzny rozwój” (J. Chrapek). Takiego właśnie języka możemy uczyć się odprawiając i jednocześnie udzielając Ćwiczeń duchownych św. Ignacego.
Przejrzystość wewnętrzna
Bez rozeznania duchowego możemy w ewangelizacji popełniać dwa rodzaje błędów. Z jednej strony możemy trzymać się sztywno starego języka i starych metod głoszenia Ewangelii, sądząc mylnie, iż rezygnacja z nich spowoduje jakieś uszczuplenie pełni prawdy, jaką niesie Kościół. Z drugiej strony możemy rezygnować z radykalizmu ewangelicznego, aby dostosować się do współczesnego człowieka. Możemy wówczas mówić gładkim i zrozumiałym językiem, który będzie podobał się słuchaczom, ale nie będzie on wówczas nośnikiem Dobrej Nowiny. Ćwiczenia duchowne odprawione z wewnętrznym zaangażowaniem i hojnością wobec Boga dają odprawiającemu niezwykłą przejrzystość wewnętrzną w widzeniu siebie samego, która staje się źródłem obiektywizmu również w sprawach innych. Ćwiczenia uczą także metody rozeznania duchowego. Zawierają zbiór cennych reguł i wskazówek rozeznawania oraz procesu podejmowania decyzji i wyborów.
Szkoła kierowników duchowych
Ćwiczenia duchowne mogłyby również pomóc przygotowywać dla nowej ewangelizacji kierowników życia duchowego. Odprawiane najpierw przez nich samych, a później udzielane innym (pod kierunkiem osób doświadczonych), wprowadzają one nie tylko w pewne osobiste doświadczenie, ale stają się także miejscem zdobywania wrażliwości na drugiego człowieka, na jego potrzeby i pragnienia. Kierownik duchowy może dzielić się tylko tym, czego sam najpierw wewnętrznie doświadczył. Istotą kierownictwa duchowego, wbrew przyjętej tradycyjnej nazwie, nie jest bowiem jakieś zewnętrzne „kierowanie” życiem duchowym człowieka, ale przede wszystkim indywidualne towarzyszenie mu w nawiązywaniu osobistej więzi z Bogiem.
Ćwiczenia duchowne miejscem spotkania duchowości chrześcijańskich
Otwartość i elastyczność Ćwiczeń sprawia, iż duchowość ignacjańska może stawić się na usługi każdego rodzaju duchowości chrześcijańskiej – nie po to jednak, aby je redukować i ograniczać, lecz wprost przeciwnie, by je ubogacać i pogłębiać. Nie chodzi jednak o ubogacanie nowymi treściami. Ćwiczenia są raczej „ubogie” w treść i w żaden sposób nie mogą być porównywane z wielkimi (także pod względem literackim) dziełami teologii życia wewnętrznego, na przykład św. Jana od Krzyża czy św. Teresy Wielkiej. To właśnie same Ćwiczenia potrzebują ubogacenia treściami innych duchowości.
Duchowość ignacjańska może natomiast służyć wszystkim rodzajom duchowości chrześcijańskiej swoją bardzo precyzyjną i jednocześnie otwartą „metodologią duchową”. Życie duchowe, jak każda ludzka twórczość, wymaga bowiem konkretnej metody. Bezradność wielu ludzi, których „serca pałają” w kontakcie ze słowem Bożym lub z wielkimi dziełami mistrzów życia wewnętrznego, wypływa z tego, iż brakuje im konkretnej metody, dzięki której mogliby realizować swoje duchowe pragnienia: metody modlitwy, badania swojego sumienia, rozeznawania natchnień wewnętrznych, metody podejmowania ważnych decyzji życiowych, metody kierownictwa duchowego.
Ćwiczenia duchowne mogłyby tworzyć doskonałą płaszczyznę spotkania dla wszystkich duchowości chrześcijańskich. W praktyce bowiem zamiast dążyć do wzajemnego przenikania się i ubogacenia, duchowości te często „istnieją obok siebie”, a niekiedy nawet izolują się wzajemnie. W tym właśnie przenikaniu i wzajemnym ubogacaniu się wszystkich duchowości chrześcijańskich może w pełni zajaśnieć jedna, wspólna wszystkim duchowość – Duch Jezusa Chrystusa. Zrozumienie własnej duchowości dokonuje się nie tylko przez zgłębianie życia i myśli swojego założyciela lub ojca duchowego, ale także przez otwieranie się na inne rodzaje duchowości. Dopiero odkrywając i smakując innych mistrzów duchowych, można naprawdę docenić własnego. Tworzenie „duchowego getta” wokół własnego mistrza, jakie nierzadko zdarza się, na przykład w życiu wielu wspólnot zakonnych, świadczy zwykle o pewnym formalizmie duchowym oraz braku rozumienia najgłębszych intencji swojego duchowego ojca.
Niniejsza refleksja na temat wzajemnego ubogacania się duchowości na gruncie Ćwiczeń duchownych św. Ignacego nie jest jedynie wnioskiem z intelektualnych przemyśleń, ale owocem bogatej praktyki istniejącej już od wielu lat. W wielu krajach świata centra duchowości oparte na Ćwiczeniach duchownych św. Ignacego Loyoli organizują różne spotkania, sesje, kursy i rekolekcje formacyjne, które są miejscem wzajemnej wymiary dla wszystkich duchowości chrześcijańskich.
Ekumeniczny wymiar Ćwiczeń duchownych
Ćwiczenia duchowne posiadają także swój wymiar ekumeniczny, czego dobrym przykładem może być choćby fundament Ćwiczeń, który mogą zaakceptować wszyscy chrześcijanie. Ćwiczenia duchowne mogą więc odprawiać z wielką korzyścią nie tylko sami katolicy, ale także osoby innych wyznań pod warunkiem jednak, że ten, kto chce je odprawić, „wejdzie w nie wielkodusznie i z hojnością względem swego Stwórcy i Pana i złoży Mu w ofierze całą swą wolę i wolność, aby Boski Jego Majestat tak jego osobą, jak i wszystkim, co posiada, posługiwał się wedle najświętszej woli swojej” (Ćd 5). Szanując wzajemnie wszystkie różnice wyznaniowe i osobiste przekonania, zarówno dający, jak i odprawiający Ćwiczenia koncentrują się przede wszystkim na działaniu Boga w duszy człowieka. Ekumeniczny wymiar Ćwiczeń duchownych potwierdza także sama praktyka.
Rozważania zakończmy życzeniem Jana Pawła II wypowiedzianym w pięćdziesiątą rocznicę wspomnianej encykliki Piusa XI Mens nostra poświęconej ignacjańskim Ćwiczeniom: „Niech szkoła Ćwiczeń duchownych będzie skutecznym środkiem przeciwko złu współczesnego człowieka, który uwikłany w ludzką zmienność żyje poza sobą zajęty zbytnio rzeczami zewnętrznymi. Niech Ćwiczenia będą kuźnią nowych ludzi, autentycznych chrześcijan, oddanych apostołów. Jest to życzenie, które zawierzam wstawiennictwu Matki Najświętszej, najpełniej oddanej kontemplacji, Mądrej Mistrzyni ćwiczeń duchownych”.